Rozmowy o kredytach frankowych zwykle zaczynają się od kursu: było 2 zł, jest ponad 4 zł, więc dług urósł. To prawda, ale sam wzrost kursu nie daje podstawy do podważenia umowy. Waluty się wahają i żaden sąd nie unieważni umowy dlatego, że kurs okazał się niekorzystny.

Sedno leży gdzie indziej: w tym, kto ustalał kurs, po którym bank przeliczał Twoje zadłużenie. Chodzi też o to, czy dało się ten kurs przewidzieć w chwili podpisywania umowy.

Czym jest klauzula przeliczeniowa

Klauzula przeliczeniowa to postanowienie umowy, które opisuje sposób przeliczania kwot między złotym a frankiem. Występuje w dwóch typach kredytów:

  • Kredyt indeksowany — kwota kredytu jest podana w złotych, ale po wypłacie zostaje przeliczona na franki i od tego momentu saldo prowadzone jest w walucie obcej.
  • Kredyt denominowany — kwota kredytu jest podana we frankach, a na konto wpływają złotówki przeliczone po kursie z dnia wypłaty.

W obu wariantach przeliczenie następuje po kursie z tabeli kursowej banku. I to właśnie ten fragment jest przedmiotem sporów sądowych.

Dlaczego sądy uznają takie zapisy za niedozwolone

Punktem odniesienia jest przepis, który nie dotyczy wyłącznie kredytów, ale wszystkich umów zawieranych z konsumentami:

„Postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nieuzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy.”

Art. 3851 § 1 Kodeksu cywilnego (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93 z późn. zm.)

Argument sprowadza się do tego, że jeśli bank sam ustala kurs, po którym przelicza dług klienta, i robi to według reguł, których w umowie nie opisano, to jedna strona umowy jednostronnie decyduje o wysokości zobowiązania drugiej. Kredytobiorca podpisując dokument nie był w stanie ustalić, ile faktycznie będzie musiał oddać — bo zależało to od tabeli, która jeszcze nie powstała.

Czego szukać we własnej umowie

Nie musisz oceniać tego prawnie. Wystarczy, że sprawdzisz, czy w dokumencie występują poniższe elementy — ich obecność jest sygnałem, że warto pokazać umowę prawnikowi.

1. Odwołanie do tabeli kursowej banku

Szukaj sformułowań w rodzaju „według kursu kupna/sprzedaży obowiązującego w Banku”, „zgodnie z Tabelą kursów walut obcych Banku”, „kurs ogłaszany przez Bank”. To najczęstsza postać klauzuli przeliczeniowej.

2. Brak obiektywnego punktu odniesienia

Sprawdź, czy umowa mówi, od czego ten kurs zależy. Jeżeli nie ma odwołania do żadnego zewnętrznego, sprawdzalnego wskaźnika — na przykład kursu średniego NBP — to znaczy, że bank miał w tej sprawie swobodę.

3. Dwa różne kursy: do wypłaty i do spłaty

Bardzo częsta konstrukcja: wypłata przeliczana po kursie kupna, a raty po kursie sprzedaży. Różnica między nimi, czyli spread, jest realnym kosztem po stronie kredytobiorcy — a bywa, że umowa w ogóle o nim nie wspomina.

4. Brak informacji o marży

Jeśli umowa wspomina o marży doliczanej do kursu, ale nie mówi, jak jest wyliczana ani czym ograniczona, to kolejny element tej samej układanki.

Czego obecność klauzuli nie przesądza

Znalezienie takich zapisów nie oznacza automatycznie wygranej. Sądy oceniają całość umowy i okoliczności jej zawarcia, a orzecznictwo w poszczególnych kwestiach bywa niejednolite. Dlatego jedyną sensowną odpowiedzią na pytanie „czy mam sprawę” jest przeczytanie konkretnego dokumentu przez prawnika.

Nie przesądza jej też brak takich zapisów w oczywistej postaci — bywają rozrzucone po regulaminie albo załącznikach, do których umowa jedynie odsyła.

Co z tym zrobić

Jeśli po tej lekturze rozpoznajesz w swojej umowie choćby jeden z opisanych elementów, następnym krokiem jest pokazanie dokumentu komuś, kto oceni go zawodowo. Analiza umowy przez kancelarię jest bezpłatna i nie wiąże się z żadnym zobowiązaniem. Jeśli podstaw nie ma, usłyszysz to wprost.